LifestyleRodzice

Biegam dla duszy i ciała. Biegam, bo lubię. A Ty?

Od razu zaznaczam, że nie jestem jakąś profesjonalną biegaczką. Nie mam butów za 500 zł i nie uczestniczę we wszystkich organizowanych biegach. Ale bieganie wiele zmieniło w moim życiu. Pozwoliło mi się rozwijać i odkrywać samą siebie.

Początki były trudne…

Pewnego dnia postanowiłam, że będę biegać. Ubrałam się, wyszłam i zaczęłam biec. Bo co w tym trudnego? Biegać każdy potrafi. Więc wystrzeliłam jak rakieta i po jakichś 150 metrach nie byłam w stanie biec dalej. Serce waliło mi jak szalone, nie mogłam złapać oddechu. Pomyślałam, że to straszne, w jakim stanie jest moja kondycja. A był to stan opłakany. Postanowiłam, że się nie poddam i zaplanowaną do przebiegnięcia trasę, po prostu przejdę szybkim marszem. Następnego dnia pokonałam tę samą trasę marszo – biegiem. Po tygodniu przebiegałam już 3 kilometry. Tak mi się to spodobało, że biegałam codziennie i wtedy po raz drugi przekonałam się, że tak to nie działa. Wróciłam po jednym z moich biegów ze spuchniętą jak bania kostką. Tak w zasadzie to nic mi się nie stało. Nie skręciłam nogi, ani się nie przewróciłam. Noga była zwyczajnie przeciążona. Bolała mnie przez cały miesiąc. Mój plan wziął w łeb.

Odwiedziny u rodziny – przełom

Czas mijał, a ja „biegałam”. W cudzysłowie ponieważ były to moje magiczne 3 kilometry, których nie przekraczałam. Pewnego razu pojechałam w odwiedziny do rodziny na wsi. Mam tam dwóch młodszych braci ciotecznych. Jeden z nich też biegał, ale to wysoki chłopak, z długimi nogami, szybki i dużo młodszy ode mnie. Ja wzięłam swoje buty do biegania, a on zaproponował mi swoje towarzystwo. No i pobiegliśmy. On był moją motywacją. Nie mogłam być gorsza, choć trudno było za nim nadążyć. Wtedy po raz pierwszy w życiu przebiegłam 10 kilometrów. Nie pomyliłam się, to było 10 kilometrów.

Wniosek: Nie dostrzegałam swojego potencjału biegając cały czas krótkie dystanse. Nie rozwijałam się tkwiąc ciągle na 3 kilometrowej tej samej trasie. To odkrycie wpłynęło znacząco na moje życie. Pokazało jak ważne jest bycie uważnym na samą siebie.

Biegnij Warszawo – pierwsze oficjalne 10 km

Wróciłam do domu i buszując po Internecie zobaczyłam coroczny bieg – Biegnij Warszawo. Postanowiłam zapisać się na niego. Postanowiłam też wyznaczyć sobie cel. Chciałam przebiec te 10 km w czasie poniżej 1 godziny. Dwa miesiące treningu wystarczyły, aby z sukcesem osiągnąć zamierzony cel.

Wniosek: Jeśli czegoś chcę, po prostu zrobię to.

Półmaraton Praski – ponad 21 km

Przebiegłam 10 km, więc dlaczego nie miałabym przebiec 21 km? W zasadzie nawet się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu na początku następnego roku zapisałam się na połówkę praską. Wiedziałam, że jak się zapiszę i ogłoszę to światu (na fb) to nie będzie odwrotu. I tym sposobem przebiegłam swój pierwszy półmaraton w 2 h 20 min.

Idąc za ciosem zapisałam się na następną połówkę, tym razem wiosenną. Postawiłam sobie za cel poprawę własnego czasu. Udało się. Tym razem miałam 2 h 11 min.

Zamienił stryjek siekierkę na kijek

Były połówki, to teraz czas na maraton. Miałam ambitny plan, zaczęłam się przygotowywać. W miedzy czasie pojawiły się w moim życiu nieprzewidziane i niemiłe zdarzenia. Im więcej ich było, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Tym bardziej zależało mi na maratonie.

Patrząc na to z perspektywy czasu, wiem, że chciałam udowodnić ludziom dookoła, że potrafię robić rzeczy nieprzeciętne. Chciałam pokazać na co mnie stać. Ostatecznie problemy zdrowotne pokrzyżowały moje plany. A ja bieg maratoński zastąpiłam maratonem problemów życiowych. W końcu tak daleko pobiegłam, że niemal się pogubiłam.

Odnaleźć właściwą drogę

Dwa lata szukałam właściwej ścieżki, błądząc tu i tam. Popełniając błędy, zaliczając falstarty i nie kończąc zaczętych biegów. W końcu znalazłam! Znalazłam ścieżkę, którą nie trzeba biec, ale jeśli ma się ochotę, można spacerować. Znalazłam ścieżkę, gdzie nie potrzebuję już nikomu udowadniać, na co mnie stać.

Dziś mogę powiedzieć, że biegam, bo lubię. Biegam bo lubię jak ten sport modeluje ciało. Biegam dla własnej satysfakcji. Nie ścigam się już sama ze sobą i nie podnoszę poprzeczki do granic niewykonalności. Biegam, kiedy chcę i czerpię z tego prawdziwą satysfakcję.

p.s. Nadal nie mam drogich butów ani Garmina.

Pokaż więcej

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Back to top button
Close